You are currently viewing Jak nie oszaleć w przebodźcowanym świecie? Moje sposoby na wyznaczanie priorytetów

Jak nie oszaleć w przebodźcowanym świecie? Moje sposoby na wyznaczanie priorytetów

  • Post category:Tips
  • Post comments:0 Komentarzy

Czy Wy też tak macie, że każdy dzień ledwo się zacznie, a już się kończy? Na palcach jednej ręki jesteście w stanie policzyć chwile, kiedy bezwiednie usiedliście na kanapie, nic nie robiąc?

 

Pracując bardzo aktywnie, dzielę każdy mój dzień między to, co muszę, a to, co chcę zrobić. Skuteczne wyznaczanie priorytetów to dla mnie absolutne must-have. Dzięki temu nie mam wrażenia, że jestem bliska… szaleństwa. Oczywiście nie myślcie sobie, że jestem w tym mistrzynią! Nadal mam poczucie, że doba jest za krótka na liczbę zadań, jakich chcę się podjąć. Moje dążenie do idei slow-life jest aktualnie w sferze marzeń – niemniej jednak każda aktywność, której się podejmuję, ma na celu właśnie przybliżenie mnie do tego zamiaru.

 

Dlaczego tak właściwie czujemy, że czas przecieka nam przez palce?

 

Pułapka „fałszowania pilności”

 

Jako psycholog często obserwuję, jak łatwo wpadamy w pułapkę reagowania na to, co krzyczy najgłośniej. Powiadomienie w telefonie, pilny mail od klienta, drobiazg, który można zrobić „od ręki”. Nasz mózg uwielbia szybkie strzały dopaminy, dlatego chętnie rzuca się na proste, mało znaczące zadania, zostawiając te naprawdę ważne na mityczne „później”.

 

Efekt? Pod koniec dnia jesteśmy wykończeni, a najważniejsze projekty (oraz nasz własny odpoczynek!) nawet nie zostały tknięte. Czysta frustracja.

 

Odzyskać kontrolę dzięki macierzy

 

 

„Nie chodzi o to, by robić więcej rzeczy, ale o to, by robić więcej tego, co ma znaczenie.” — Dolly Parton

 

 

Żeby nie zwariować, musiałam ustrukturyzować swoje codzienne planowanie. Kluczem okazało się bezwzględne oddzielanie rzeczy ważnych od pilnych.

 

 

    • Rzeczy ważne i pilne (zarządzanie kryzysowe) robimy od razu.

 

    • Rzeczy ważne, ale niepilne (takie jak sport, regeneracja, planowanie strategiczne) to te, które budują naszą przyszłość, ale najłatwiej o nich zapominamy, bo nikt nad nami nie stoi.

 

 

Kiedy zaczynamy świadomie kategoryzować zadania, nagle okazuje się, że zyskujemy przestrzeń na oddech. Na to legendarne „nicnierobienie” na kanapie.

 

Twój osobisty „Pomocnik” na co dzień

 

Ponieważ sama potrzebowałam narzędzia, które połączy psychologiczne podejście do produktywności z dbaniem o dobrostan psychofizyczny, stworzyłam coś specjalnego. Nazwałam to po prostu „Pomocnikiem”.

 

To nie jest kolejny nudny kalendarz. To jednostronicowy arkusz, który pomaga mi (i mam nadzieję, że pomoże też Wam):

 

 

    • Szybko przefiltrować zadania na dany dzień i odrzucić te, które tylko udają pilne.

 

    • Monitorować podstawy, o których w biegu zapominamy: jakość snu i odpowiednie nawodnienie.

 

    • Znaleźć minutę na psychologiczną kotwicę, czyli praktykę wdzięczności i uważności na własny nastrój.

 

 

Nie obiecuję Wam, że od jutra Wasze życie zamieni się w bezstresowe slow-life. Ale obiecuję, że zrzucenie tego całego mentalnego chaosu na papier przyniesie Waszej głowie natychmiastową ulgę.

 

A jak to wygląda u Was? Dajcie znać w komentarzach, czy udaje Wam się znaleźć w ciągu dnia czas na przysłowiowe „patrzenie w sufit”, czy Wasza lista zadań również pęka w szwach!

 

(Jeśli chcesz przetestować mój arkusz, możesz go pobrać całkowicie bezpłatnie TUTAJ).

Dodaj komentarz