Siedzisz w siodle, prosisz o zagalopowanie i nagle czujesz ten charakterystyczny opór. Coś jest nie tak. Pojawia się napięcie, ruch traci płynność, a w głowie natychmiast uruchamia się znany mechanizm: „Co robię źle? Gdzie popełniam błąd? Dlaczego znowu nam nie wychodzi?”.
Jako jeźdźcy mamy ogromną tendencję do brania całej winy na siebie. Kiedy trening nie idzie po naszej myśli, rykoszetem dostaje nasza samoocena. Pojawia się frustracja, presja, a czasem chwilowa niechęć do dyscypliny, którą przecież tak mocno kochamy.
Będąc na górze, zrośnięci z ruchem konia, tracimy jednak coś niezwykle cennego – obiektywną perspektywę.
Lekcja z ziemi: Kiedy subiektywne odczucie spotyka się z faktami
Niedawno przeżyłam dokładnie taki moment z moim własnym gniadoszem. Podczas jazdy czułam intuicyjnie, że brakuje nam tej właściwej harmonii, a w moje myśli zaczęła zakradać się presja. Dopiero później, kiedy stałam na ziemi i obserwowałam jego trening z moją trenerką, puzzle ułożyły się w całość.
Z boku, chłodnym okiem, zauważyłam szczegół, który z perspektywy siodła był niewyczuwalny: mój koń w galopie nie dokraczał tylnymi nogami. To fizyczne ograniczenie powodowało u niego dyskomfort i niechęć do zagalopowania na jedną nogę. Moje subiektywne poczucie „niepowodzenia” i presja, którą na siebie nałożyłam, nie wynikały z mojego braku umiejętności. Były odpowiedzią na to, co działo się w ciele mojego konia.
Niedługo później ta obserwacja zaprocentowała w najpiękniejszy możliwy sposób. Podczas treningu mojego syna byłam w stanie od razu wyłapać podobny moment. Jako mama i psycholog mogłam wytłumaczyć temu młodemu adeptowi jeździectwa, co dokładnie dzieje się pod nim i dlaczego jego subiektywne poczucie, że „coś robi źle”, jest mylące. Zamiast frustracji, pojawiło się zrozumienie.
Relacja koń-jeździec to system naczyń połączonych
Ten moment idealnie pokazuje, dlaczego w psychologii jeździectwa nie można zamknąć się w bezpiecznym gabinecie. Jeździectwo to unikalny, piękny, ale i szalenie trudny sport. Tutaj partnerem jest żywe stworzenie, które ma swoje lepsze i gorsze dni, swoje napięcia w ciele i własny nastrój.
Jako psycholog sportu i czynny jeździec widzę to niezwykle wyraźnie: niedopracowany lub bolesny element fizyczny u konia bezpośrednio uderza w psychikę jeźdźca.
Kiedy koń odmawia współpracy z powodu dyskomfortu, u człowieka natychmiast uruchamiają się koszty emocjonalne:
-
Spadek pewności siebie i podważanie własnych kompetencji.
-
Lęk przed kolejnym treningiem lub konkretnym ćwiczeniem.
-
Poczucie winy i presja wyniku.
Dlatego na trening jeździecki trzeba patrzeć całościowo. Nie da się pracować nad głową zawodnika, ignorując to, co dzieje się z jego koniem.
Dlaczego obecność psychologa na stajni zmienia wszystko?
To właśnie powód, dla którego tak ważne jest, aby psycholog sportu obserwował swojego podopiecznego „w akcji”, na ujeżdżalni lub podczas zawodów i przede wszystkim – znał daną dyscyplinę „od środka”. Kiedy stoję na ziemi i patrzę na parę koń-jeździec, nie oceniam techniki. Obserwuję mikrosygnały:
-
W którym momencie u jeźdźca pojawia się usztywnienie w ciele / dyskomfort / niepokój?
-
Jak komunikat płynący z dosiadu zmienia się, gdy koń wysyła sygnał ostrzegawczy?
-
Czy frustracja zawodnika to problem z kontrolą emocji, czy może naturalna reakcja na niezrozumienie sygnałów dawanych przez konia?
Fakt, że sama na co dzień jeżdżę, daje mi ogromną przewagę. Znam specyfikę tego sportu od podszewki. Rozumiem biomechanikę, wiem, czym różni się zagalopowanie od stężałego grzbietu i co czuje człowiek, gdy koń „zostaje z tyłu”. Nie musisz mi tłumaczyć jeździeckiego slangu – ja nim żyję. Dzięki temu potrafię szybciej zdiagnozować, czy problem tkwi w barierze mentalnej jeźdźca, czy w komunikacji z koniem.
Jeździectwo to stała lekcja pokory i współodpowiedzialności za drugą, żywą istotę. Kiedy następnym razem poczujesz w siodle, że „wszystko idzie nie tak”, weź głęboki oddech. Zamiast nakładać na siebie presję, spójrz na Was jak na zespół. Czasem klucz do Twojego spokoju leży w uważnej obserwacji tego, co Twój koń próbuje Ci powiedzieć swoim ciałem.

Integer nec odio. Praesent libero. Sed cursus ante dapibus diam. Sed nisi. Nulla quis sem at nibh elementum imperdiet. Duis sagittis ipsum.